Czarne słońce wznosi się po szarym niebie,
Milcząco wspiera go ciemnymi promykami,
Rozpacza razem z nim.
Słone łzy spływają po twarzy
Znaczą ślady na zakurzonych polikach.
Przechadza się wśród mężów walecznych,
poległych w tej krwawej bitwie.
Mieli przewagę, były ich miliony.
A teraz nikt, prócz niego nie spojrzy na zachód
Ciemnego słońca.
Demona pokonali, lecz za jaką cenę?
Wśród walecznych byli jeszcze chłopcy,
Niedoświadczeni przez życie;
Byli mężowie, kochankowie i ojcowie.
A teraz gdzie są? Ci odważni wojownicy?
Nagle pada na twarzy na kola,
Martwą ciszę przerywa szloch.
Ludzkości jest wiele,
Wielu ma spryt i siłę, by zwalczyć
Tępą nienawiść diabelskich pomiotów
Lecz teraz jest pewien, nie ważne
Ile odbędzie się bitew, nie ważne
Ilu poświęci swe życie w imię dobra
Ludzi, Oni wygrają. Są przecie
Synami Diabła, wsparci Jego
Złymi mocami.
Po ich stronie Anioły i Bóg,
Boska przychylność.
Nawet ona nie była w stanie
uchować mężczyzn od Zła.
Poległo ich tak wielu,
A krwiożerczych bestii
Więcej niż nas na świecie.
Szloch cichnie, tak
Samo jak życie i wiara
w Zwycięstwo.
Nie ma już nic.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz