sobota, 21 grudnia 2013

Prolog.


Czarne słońce wznosi się po szarym niebie,

Milcząco wspiera go ciemnymi promykami,

Rozpacza razem z nim.

Słone łzy spływają po twarzy

Znaczą ślady na zakurzonych polikach.

Przechadza się wśród mężów walecznych, 

poległych w tej krwawej bitwie. 

Mieli przewagę, były ich miliony.

A teraz nikt, prócz niego nie spojrzy na zachód

Ciemnego słońca. 

Demona pokonali, lecz za jaką cenę?

Wśród walecznych byli jeszcze chłopcy,

Niedoświadczeni przez życie;

Byli mężowie, kochankowie i ojcowie.

A teraz gdzie są? Ci odważni wojownicy?

Nagle pada na twarzy na kola,

Martwą ciszę przerywa szloch.

Ludzkości jest wiele,

Wielu ma spryt i siłę, by zwalczyć

Tępą nienawiść diabelskich pomiotów

Lecz teraz jest pewien, nie ważne

Ile odbędzie się bitew, nie ważne

Ilu poświęci swe życie w imię dobra

Ludzi, Oni wygrają. Są przecie

Synami Diabła, wsparci Jego

Złymi mocami. 

Po ich stronie Anioły i Bóg,

Boska przychylność.

Nawet ona nie była w stanie

uchować mężczyzn od Zła.

Poległo ich tak wielu,

A krwiożerczych bestii

Więcej niż nas na świecie.

Szloch cichnie, tak

Samo jak życie i wiara

w Zwycięstwo.

Nie ma już nic. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz